Opublikowany przez: dpczajkowscy
Wpis trochę kontrowersyjny, ale podkreślam, że to tylko moje odczucia.
Przed ciążą, nie raz ani nie dwa myślałam sobie - cóż te mamy siedzące z dziećmi w domu mają do roboty. Nie chodziło tu nawet o gotowanie, sprzątanie ale o to, że nie mają czasu zadbać o siebie.
Większość mam które wtedy znałam, najczęściej widziałam w dresie, rozczochranych włosach, z paznokciami, jakby pracowały na budowie, nie wspominając już o braku makijażu lub gdy już był, to ewidentnie widać było, że zrobiony został nieschludnie.
Pracujące mamy krzywdzą swoje dzieci? |
Przeczytałam kiedyś, na jednym z forów internetowych, żale męża, na to, że gdy przychodzi do domu, żona codziennie wygląda tak samo - ten sam dres, brak makijażu i ogólne znudzenie życiem.
Ktoś mądry (po czasie to dostrzegłam) odpowiedział mu- że gdy przeszkadza mu, że żona codziennie wita go w tym samym dresie, to może czas kupić jej inny na zmianę.
Uśmiałam się przy tym do łez, ale teraz dostrzegam całą prawdę wynikającą, zarówno ze stanowiska męża jak i żony- kury domowej lub jak kto woli, strażnika ogniska domowego.
Sama od jakiegoś czasu jestem mamą wychowującą dziecko. Kiedyś byłam pracującą kobietą, doskonale zorganizowaną - bo oprócz pracy studiowałam też dziennie, ale po porodzie wszystko wywróciło się do góry nogami...
bardzo trudne |
|
24,1% |
dość trudne |
|
31,0% |
ani trudne ani łatwe |
|
26,4% |
dość łatwe |
|
10,3% |
bardzo łatwe |
|
8,1% |
Pokaż wszystkie artykuły tego autora
213.146.*.* 2013.09.16 10:47
to zrób sobie drugie to zrozumiesz kretynko 78.8 - to na pewno nie jest twój iloraz inteligencji...
oaza 2013.07.10 21:57
Och jak mnie drażnią teksty typu bardziej biadolą, bo pralka wypierze, zmywarka zmyje...a jak sie nie ma np. zmywarki? Ile czasu zajmuje zmywanie po czteroosobowej rodzinie. Czytając powyższy artykuł usmiechnęłam sie i pomyślałam, że to dopiero początki. Mając dwoje dzieci w wieku 4 i 2 lat troszke inaczej na to patrzę. Zdarza mi się dwie godziny gotować zupę, bo w tym czasie jedno albo drugie coś ode mnie chce. Żeby ugotować, to trzeba najpierw miec co do garka włożyć, więc trzeba kupić. wkładasz młodsze do wózka (jazgot, bo niezadowolone z tego stanu rzeczy), biegniesz do sklepu (pół biedy jak w jednym wszystko dostaniesz co zdarza sie raczej rzadko) W połowie drogi starsze zaczyna marudzić, że go od chodzenia nogi bolą. W sklepie coś sobie upatrzy i zaczyna jak zdarta płyta iles razy powtarzać, że che, a ty, że nie. Jak coś co dzieci lubia jest w planach to kładziesz na taśmę do skasowania i...ryk, bo młodsze dojrzało i chce zaraz natychmiast, a tu do kasy kolejka. Większość ludzi wrogie spojrzenie rzuca, bo młodsze drze sie ile sił w płucach i za nic ma Twoje próby uspokojenia. W domu zaczynaja szaleć, bo chcą już teraz coś co znajduje sie akurat na dnie siatki. Poźniej rozwieszasz pranie, które wstawiłaś przed wyjściem....zaczyna niepokoić cie cisza, a młodzież, zaspokoiwszy pierwsze pragnienie postanowiło sobie zrobić zawody kto wiecej na podłoge rozleje. Czy ktos wie ile razy trzeba umyć podloge zanim zanim przestanie sie kleić? Ty wściekła sprzątasz a dzieci oglądają bajkę, nagle o cholera, obiad. biegniesz do kuchni i obierasz ziemniaki. Oczywiscie dzieci pomogą i ziemniaki są wszędzie tylko nie w zlewie. Obiad zrobiony to na godzine na plac zabaw. Myślisz, że choć chwilę odsapniesz. ale gdzie. młodsze trzeba z najwyższych szczytów ściągać, żeby głowy sobie nie rozwaliła. Zabierz dzieci po godzinie do domu, to masz jazgot znowu na cała ulicę. Później w akcie buntu, obrażeni nie chcą jeść. Po 15 minutach kapitulujesz i wychodzisz z kuchni. Błąd. Nagłe chichranie nie oznacza niczego dobrego. Znowu sprzątanie, bo przeciez zupa pluli. Ok. Macie farbki. Siadasz choć na chwilę przy kompie w nadziei na chwilę relaksu. o naiwności. w pewneji chwili niepokoi cię bieganina starszego. a co? ano młody zamiast na kartce postanowił sobie malowac na ścianie wdrugim pokoju. znowu sprzątanie. Siadasz z dziećmi sama malujesz, więc i oni troszkę z tobą, ale po 15-20 minutach zaczyna im sie nudzić, wołaja bajkę. Włączasz z nadzieją, że może teraz...A guzik. Jedno chce pić, drugie jabłko, jak pierwsze zobaczyło jabłko to chce oczywiście również, zaś drugie dla odmiany pić...Dajesz pić kroisz jabłka i co widzisz? wylane! Szlag by to! A dzieci nic sobie nie robiąc z matczynej furii głupawki dostają rozwalając wszystko na swej drodze. Klocki, autka, lalki, walają się wszędzie. Prosisz o posprzątanie, prosisz kilka, kilkanaście razy. Jasne, akurat któres cie słyszy. W końcu kolacja...chwila ciszy, ale w tym czasie przygotowujesz łózka, piżamy i kąpiel. Bajeczka i pora spania. Najczęściej zasypiam z nimi, bo krótko streściłam tylko dzisiejszy dzień. a dodam jeszcze, że młodsza w trakcie ospieluchowania, więc i kilka niespodzianek po drodze. Jasne! Wszystko kwestią organizacji, tylko, żeby jeszcze wszyscy chgeli sie jej podporządkować. A potem jeszcze usłyszysz, a czym ty jestes zmęczona. no właśnie, czym? Może ktoś zgadnie. Kto do końca dobrnął, gratuluję :)
78.8.*.* 2013.07.10 14:25
mają trochę pracy to prawda. ale jako mama dwulatka uważam, że bardziej biadolą niż się umęczają. pralka wypierze, zmywarka zmyje. obiad zazwyczaj gotuje sie raz na dwa dni.. pieluchy zużyte się wyrzuca. trzeba być naprawdę kiepsko zorganizowaną żeby nie mieć czasu..
Nie masz konta? Zaloguj się, aby pisać swoje własne artykuły.